tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny
Tomasz Karolak jako Ludwik Boski (fot. Wojtek Radwański/TVP)

Tomasz Karolak: najważniejsze, że widzowie chcą oglądać

– Tutaj pod postacią komedii mówimy często o bardzo poważnych tematach tabu, nawet o takich rozpalających emocje. Publiczność przestaje lubić przesłodzone, cukierkowe seriale, które nie mówią o niczym – mówi Tomasz Karolak, grający rolę Ludwika Boskiego w serialu „rodzinka.pl”.

Właśnie kończą się zdjęcia do 6. sezonu „rodzinki.pl”, który widzowie oglądają w TVP2. Ta transza serialu pojawiła się po wyjątkowo długiej przerwie. Czy towarzyszyły Panu jakieś nerwy w oczekiwaniu na wejście na plan zdjęciowy?

– Mieliśmy tak duży oddźwięk od publiczności, która czekała na kontynuację tego serialu, że nie było obawy czy wrócimy. Zmieniły się postacie, bo nasi synowie – w rzeczywistości, i w serialu – urośli. Nie są już tacy słodcy. Mają inne problemy. Więcej tu widzimy teściów, czyli rodziców serialowej Natalii. Było OK. Wiem, że przymierzamy się do realizacji następnego sezonu, więc widać, że publiczność polubiła ten serial. Trzeba pracować, póki się nam jeszcze nie znudziło… (śmiech)

Wydaje się, że zagrożenie dla kontynuacji serialu to dorastanie młodych aktorów. Synowie Boskich w czasie trwania serialu „starzeli się” na naszych oczach. Mateusz Pawłowski na początku to był taki mały dzieciaczek…

– Mateusz miał 6 lat, a teraz ma – 11. Wydaje mi się jednak, że taki serial można ciągnąć w nieskończoność. Ten serial jest jak rodzina, a rodzina cały czas jest dynamicznym tworem…

Czyli pojawiają się dzieci dzieci…



– Tak. To by można w nieskończoność ciągnąć, ale my nie będziemy w tym serialu nie wiadomo ile lat. Każdy z nas ma jakieś swoje plany aktorskie. Na razie jest tak, że scenariusze są dobre, jest przyjemność grania w tym serialu i ma to sens. Na początku nikt temu serialowi popularności nie wróżył, a jednak się udało. Tutaj pod postacią komedii mówimy często o bardzo poważnych tematach tabu, nawet o takich rozpalających emocje. To mi się akurat tutaj podoba. W ogóle uważam, że – dużo mówi się o misyjności telewizji – pod postacią tego serialu można przemycić parę ważnych informacji i kwestii. Proszę zauważyć, że publiczność przestaje lubić przesłodzone, cukierkowe seriale, które nie mówią o niczym. Widzowie chcą czegoś mocniejszego.

W tym serialu wystąpiło bardzo dużo młodych ludzi, którzy właśnie tu zostali aktorsko ukształtowani. Bez specjalnej przesady można nazwać „rodzinkę.pl” kuźnią młodych talentów…

– Dla chłopaków staliśmy się drugą rodziną, bo chłopcy spędzają bardzo dużo czasu na planie. Potem jest jeszcze szkoła i wydaje mi się, że z tego wyzwania wybrnęli świetnie. Wszyscy notują postępy w nauce i nie słyszę, żeby były jakiekolwiek problemy.

No, chyba poza Maćkiem Musiałem, który miał zrezygnować ze studiów…

– To są, że tak powiem, medialne spekulacje. Maciek jest urodzonym aktorem i – tu nie ma się co oszukiwać – poszedł na filozofię, żeby pogłębiać swoją wiedzę ogólną. Wiadomo jednak, że jak się gra w jednym, czy drugim serialu, czy w filmie to on nie ma czasu na zbyt regularne uczęszczanie na zajęcia. Będzie to musiał w jakiś sposób nadrobić, ale wydaje mi się, że on ma w sobie tyle inteligencji i pokory, że nie będzie miał z tym problemu.

Niewiele osób w tak młodym wieku przyzwyczaja się do pracy…

– No tak. My tu ich wychowywaliśmy tak po filmowemu. Ta praca wiąże się z pewną specyficzną dyscypliną, jakiej w ich domach nie ma. Trzeba umieć się przygotować. Trzeba też umieć utrzymać koncentrację przy kręceniu kolejnych dubli. Myślę, że to na chłopaków miało dużo większy wpływ niż to, że są dla młodego pokolenia bardzo popularnymi osobami. Oni są po prostu kolosalnie popularni, a ja śmiem twierdzić, że to ja i Gośka załapaliśmy się w ostatniej chwili do tego pociągu, który się nazywa „pokoleniem urodzonych po roku 1990”.

A na Pana ogląd nie przewróciło im się trochę w głowach?

– Myślę, że nie. Myślę, że ich rodzice robią dobrą robotę, a oni sami zauważyli, że ta próżność, która często idzie za sławą niekoniecznie później procentuje w życiu. Zawsze musimy być ludźmi, niezależnie czy jesteśmy w telewizji, czy gdzieś indziej. Nie można ludźmi gardzić z tego powodu, że my występujemy w telewizji, a oni nie. Jak mówimy, że komuś odbiło to chodzi o to, że ktoś ma w pogardzie jakąś część środowiska, czy widzów. Ja nigdy tak się nie zachowywałem i uważam, że chłopaki są dobrze przygotowani na to, że są dobrze rozpoznawalni w Polsce.

Doba ma tylko 24 godziny i tyle musi to wystarczyć. W tym roku był Pan zaangażowany m.in. do trzech filmów fabularnych. Cały czas prowadzi Pan swój Teatr IMKA i występuje w spektaklach. Jak na te rzeczy Pan znajduje czas?

– W pewnym momencie pracowałem w dzień i w nocy. Przyjąłem taki model. Roman Paszke powiedział mi, że żeglarze śpią po 20 minut co trzy godziny. I rzeczywiście były takie okresy w mojej pracy w tym sezonie, że tak musiałem robić. Film fabularny – szczególnie w obecnym stanie mojej świadomości – jest czymś przygodą operującą innym skupieniem niż w przypadku serialu. Plan serialu jest rozwibrowany i jest jedną wielką prawie improwizacją. To nie jest łatwe i nie każdy to potrafi. Ja sobie tak zaplanowałem czas, żeby na wszystko starczyło i jakoś mi się udało. Po zakończeniu zdjęć planuję odpocząć tak z półtora miesiąca…

Żeby nabrać sił do 7. sezonu „rodzinki.pl”…

– W teatrze też są nowe wyzwania i przygotowujemy się do nowego filmu, więc jest co robić. A najważniejsze jest, że widzowie chcą oglądać. Jak tak jest to my aktorzy czujemy się silni i zmotywowani do pracy. A jeśli gramy w serialu, który nie cieszy się popularnością wśród publiczności – a końcu dla niej to robimy – to jest trochę gorzej i wiadomo, że trzeba to sobie jakoś wytłumaczyć (śmiech) i w pokorze przyjąć porażkę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz